01:08

To jeszcze nie koniec, odc. 2


Martyna otworzyła oczy. Była w objęciach nieznajomego mężczyzny. Obok stał wystraszony i blady Marcin, kulący się pod obstrzałem zabójczych spojrzeń gapiów. Dopiero zaczęło do kobiety docierać, co się stało... Skrzyżowanie, jadący wprost na nią były mąż... Wygląda na to, że tajemniczy mężczyzna, który nadal trzymał ją w ramionach, jakby chcąc ochronić Martynę przed wariatem drogowym uratował jej życie.
Martyna delikatnie wyswobodziła się z ramion nieznajomego.
- Dziękuję- zwróciła się do mężczyzny- domyślam się, że Panu zawdzięczam życie lub co najmniej to, że jestem w jednym kawałku.
- Paweł Nowak- przedstawił się – miło mi.
Martyna poczuła coś dziwnego. Jakby niepokój? A może motyle w brzuchu? Nie- to niemożliwe- pomyślała. Dopiero się rozwiodłam i na dodatek jak ostatnia kretynka kocham byłego męża!
- Martyna...- kobieta usłyszała cichy głos Marcina- przepraszam! Zamyśliłem się. Nie zauważyłem ani skrzyżowania ani ciebie na ulicy. Nie wiem, jak to się stało.
Martyna popatrzyła na byłego, bez żalu. Między Bogiem a prawdą ona też nie mogła dojść do siebie po rozprawie rozwodowej. A skoro on tak przeżywa ten rozwód, że o mało co jej nie zabił, to może to dobry znak? Może jest jeszcze dla nich szansa? -Uspokój się Martyna- kobieta potrząsnęła głową- to było, nie ma, koniec!
- W porządku ko..., znaczy- nic się nie stało- zwróciła się do Marcina- rozumiem, też się zamyśliłam.
- Może odwiozę cię do domu?
- Yyy.. Nie, przejdę się- odpowiedziała Martyna. Miała zbyt wielki mętlik w głowie a poza tym nie była chyba gotowa na sam na sam z byłym mężem.
- To... cześć. Mam nadzieję, że ułożysz sobie życie tak, jakbyś chciała- Marcin podał rękę żonie, a właściwie to byłej żonie i odszedł.
Mężczyzna wsiadł do samochodu i odjechał, wiedziony rozczarowanym wzrokiem Martyny. -Jak to? Cześć? Mam nadzieję, że ułożysz sobie życie? Czy to już naprawdę koniec? Kobieta nie wiedziała, co myśleć...
- Ekhm, może jednak zaprowadzę cię do lekarza?- w myśli Martyny wbił się, niczym intruz, czyjś głos. Kobieta aż podskoczyła. Mężczyzna, który ją uratował wciąż tu był. Zaraz, zaraz, jak się nazywał? Piotrek? Nie- Paweł. Chyba.
- Nie... Nic mi nie jest- dzięki tobie- odpowiedziała. Naprawdę nie wiem, jak ci dziękować. Marcin... to znaczy ten, który nieomal we mnie wjechał, to mój mąż... to znaczy mój były mąż. Właśnie się rozwiedliśmy. Skoro tak się zamyślił, że nieomal we mnie wjechał, to może tak samo żałuje tego rozwodu jak ja?
Paweł chrząknął. Martyna uświadomiła sobie, że zwierza się obcemu facetowi. Czy już całkiem jej odbiło na punkcie tego rozwodu?
- Przepraszam cię, nie powinnam opowiadać ci o moich osobistych sprawach. Po prostu... chyba mam doła.
- Na smutki najlepsza jest czekolada- uśmiechnął się Paweł- chodź zaprowadzę cię w miejsce, gdzie podają najlepsze słodkości w mieście!
- Przepraszam cię, ale chyba nie mam nastroju dziś- odpowiedziała Martyna.
- Przestań ciągle przepraszać- puścił do niej oko Paweł- a poza tym- uratowałem cię, więc chyba kawa mi się należy- uśmiechnął się szelmowsko do kobiety.
Martyna znów poczuła coś dziwnego... nie miała wyjścia, musiała iść. Choć wolałaby celebrować swoją wolność jedynie w towarzystwie czerwonego wina i pudełka nieprzyzwoicie kalorycznych czekoladek.
Paweł poprowadził Martynę przez kilka przecznic i stanęli przed niepozorną witryną kawiarni „Cukierenka”. Martyna przechodziła tędy setki razy, jednak nigdy nie zwróciła uwagi na ten lokal. Weszli do środka i usiedli w zacisznym kąciku. Martyna niedyskretnie rozejrzała się dokoła. Podobało jej się to miejsce. Takie „z duszą”. Zachwyt nad tym miejscem współgrał z zawstydzeniem z powodu obecności nieznajomego mężczyzny i uczuć, jakie w niej wywoływał.
Cisza zaczęła jej ciążyć, uparcie szukała tematu do rozmowy.
- Ładnie tu- uśmiechnęła się do towarzysza- nigdy tu nie byłam. Skąd znasz to miejsce?
- Cóż... wychowałem się tu.
Paweł roześmiał się widząc minę Martyny i dodał szybko- to lokal mojej mamy.
Jakby na zawołanie przy stoliku stanęła postawna kobieta.
- Nie wierzyłam, jak mi Jadźka powiedziała, że przyszedłeś z kobietą- zaczęła głośno mówić- musiałam to na własne oczy zobaczyć!
- Mamo, przestań,proszę- zaczął cicho Paweł.
- Synek, nie ma się co wstydzić, to normalna rzecz- roześmiała się kobieta, po czym zwróciła się do Martyny- już myślałam, że nikogo sobie nie znajdzie!
- Martyna w jednej chwili zrobiła się czerwona. Jednak chyba nie bardziej niż Paweł,który wyglądał jakby miał za chwilę eksplodować
- Mamo- w końcu niemal krzyknął- to nie jest moja dziewczyna! Po prostu Martyna niemal wpadła pod samochód, przyprowadziłem ją tu, by się uspokoiła, a ty tu jeszcze jakieś cyrki urządzasz!
Pani Nowakowa wyglądała na zbitą z tropu, a jej mina nieco rozbawiła Martynę. Kobieta uśmiechnęła się i już miała powiedzieć mamie Pawła, że nic się nie stało, jednak zamarła... Do lokalu wszedł jej były już mąż... Nie był sam, przytulał ładną blondynkę. Spod dopasowanej bluzeczki wystawał ciążowy brzuszek. Martyna nie zdążyła nawet pomyśleć, że być może to tylko znajoma, gdy para namiętnie się pocałowała...
cdn...






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Moje to!!!

Nie zgadzam się na publikację moich treści i zdjęć na innych stronach bądż środkach masowego przekazu bez mojej wiedzy i zgody. Monika
Copyright © 2016 Dzięgielowska.pl , Blogger