Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje dzieci w akcji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje dzieci w akcji. Pokaż wszystkie posty
14:08

Będę koparkarzem

Będę koparkarzem
Dzieci mają rożne pomysły. Moje starszaki to z reguły są rolnikami- koszą zboże, kukurydzę, orają, sieją, bronują.... O, jutro w realu będą wykopki robić- ciekawe, czy uzbierają chociaż wiaderko ziemniaków na frytki :)))

Ostatnio kopiąc w piasku stwierdzili, że będą panami koparkarzami. Będą kierować koparkami, kopać wielkie dziury i łapać niedźwiedzie w nie (nie wiem, czy wiecie, ale w naszej wsi ostatnio widziano niedźwiedzicę z młodymi- ponoć już ich złapali, ale kij ich wie, czy wszystkich). A co jeśli się zepsuje ta koparka? Pewnie kupią sobie części na stronie http://www.serwis-kop.pl/kategoria/czesci-jcb/filtry-do-maszyn-budowlanych, u importera i dystrybutora części do maszyn budowlanych.

Wczoraj zginął mi kolczyk, a dokładniej Jan wrzucił mi go do zlewu i popłynął hen, hen, hen. Marcin na to stwierdził, że zmieni się w detektywa i znajdzie ten kolczyk, na co mu oczywiście nie pozwoliłam, bo nie będzie mi się dziecko w szambie bawić... A z drugiej strony ciekawi mnie też, skąd on wie, że detektyw to ten od szukania...

Pomysłowe są te dzieci, to fakt... Czasem zastanawiam się, co jeszcze wymyślą, kim jeszcze zapragną zostać...


Spodobał Ci się mój post? Bądź na bieżąco- polub nas na Facebooku
12:47

Trudne pytania

Trudne pytania
Was też dzieciaki zamęczają trudnymi pytaniami?
Czasem mam ochotę odciąć moich rozbójników od książek, telewizji, komputera ludzi...
Wystarczy usłyszane jedno słowo, zwrot, którego nie znają i zaczyna się...
Co to?
Po co?
Czemu?
Pół biedy, gdy znam odpowiedź, gorzej, gdy jej nie znam...
A oni nie odpuszczają :D
Skąd mam wiedzieć co to jest poduszka silnika...
Spirograf...
Deska rozdzielcza (wtf???)
Dlaczego śnieg jest biały a nie czerwony...
Jeszcze jak Jędrek jest w domu, to wysyłam ich do niego, niech on się męczy, gorzej jak go nie ma...
Ale z drugiej strony od czego jest Google? ;p

Dzieciaki to istoty żądne wiedzy, ciekawskie i nie spoczną, póki nie poznają odpowiedzi na swoje pytania... A dążenie do rozwiązania zagadki jest czasem czasochłonne i wymaga cierpliwości rodziców :D

Ja tu gadu gadu, ale tak naprawdę cieszę się, że moi chłopcy są tak żądni wiedzy... Oby im to zostało na zawsze, bo mądrzejszemu zawsze w życiu łatwiej :)
Żródło: cisco-sklep.co.pl/category/routery/

A jak to u Was? Wasze dzieciaki też takie dociekliwe? ;p

Spodobał Ci się mój post? Bądź na bieżąco- polub nas na Facebooku
12:29

Mamo tego Rider'a

Mamo tego Rider'a
Ostatnio mało tu moich dzieci. A że z nimi się nie nudzę i każdy dzień przynosi nowe, to fakt niezbity.
Ostatnio mają fazę na "Psi Patrol".
A że dzieci to dzieci, to utożsamiają się z bohaterami ulubionej bajki.

Marcin to "Rider"
Filip to "Zuma"
Matka (ja znaczy) to "Mama Tego Ridera".
Ojciec (Jędrek) to "Tata Zumy"
Jaś to "Jaś Mamy Tego Ridera"

Rider ma skuter (właściwie to quad, ale dla nich to skuter).
Zuma ma rowerek.
Skuter nie ma pedałów.
Rower ma.
Rider umie pedałować, ale skuter nie ma pedałów.
Zuma, mimo, że rower ma pedały, nie umie pedałować.
I tak ruszają się po podwórku. Najbardziej komicznie wygląda Filip, nieee, sorry- Zuma, bo ciągnie się za Marcinem vel. Riderem, tym pożalsięboże rowerkiem na trzech kołach, odpychając się nogami.

Co chwilę słyszę:
"Zumo, ruszamy na pomoc pieskowi"
"Gdzie tata tej Zumy?"
"Mamo Tego Ridera, przynieś nam pić"
"Mamo Tego Ridera, Jaś Mamy Tego Ridera śpi?"
"Rider stój"
"Rider i Zuma ruszają na ratunek"
"Tato tej Zumy, wróciłeś z pracy?"

Tak jest kilka razy dziennie, jak tylko wyjdą na dwór.
Jak tylko zwrócę się do nich "Marcin" czy "Filip", to zaraz mnie poprawiają.
"Nie jestem Marcin, jestem Rider"
"To nie jest Filip, to Zuma".

Ehhh, u nas to zawsze Całe życie z wariatami ;)


Spodobał Ci się mój post? Bądź na bieżąco- polub wariatów na Facebooku PODPIS
08:48

Bunt 2-latka?

Niedawno wpadł mi w oczy artykuł o buncie 2- latka. Wyczytałam tam m.in. że występuje między 18 a 26 miesiącem życia.
- Ech, czyli my to mamy za sobą- pomyślałam- Filip już ma miesięcy 29...
Ale widać moje dziecko jest jakimś wyjątkiem, bo pierwsze objawy owego buntu zauważyłam u niego w zeszłym tygodniu. Uległy i z reguły grzeczny Filipek zmienił się diametralnie!
Z Wikipedii skopiowałam objawy buntu dwulatka:
Najczęstsze objawy buntu dwulatka to:
  • notoryczne używanie słowa Nie! (ewentualnie Daj!), nawet w sytuacjach pozornie sprzyjających dziecku,
  • skrajne reakcje na zakazy – wściekłość, niekontrolowane rzucanie się, krzyk, bicie,
  • rzucanie i plucie jedzeniem, rozlewanie płynów przeznaczonych do picia, odmowa jedzenia,
  • rysowanie lub malowanie po ścianach, książkach i innych zakazanych powierzchniach,
  • silne zainteresowanie gniazdkami elektrycznymi, kablami, koszem na śmieci, wyrzucaniem jego zawartości oraz innymi sferami, do których dostęp jest limitowany przez rodziców za pomocą zakazów,
  • wymaganie natychmiastowej realizacji wszystkich pragnień,
  • rozbudowa codziennych rytuałów (sekwencji działań) od których nie może być odstępstw, chyba że na życzenie dwulatka,
  • sprzeczne zachowania, np. niszczenie przedmiotów (zabawek), a następnie płacz z powodu ich zniszczenia,
  • nieustanna walka z rodzicami na każdej płaszczyźnie, okazywanie chęci samodzielnego działania (Ja sam!).

Przeanalizuję teraz punkt po punkcie objawy.
NIE i DAJ- ulubione ostatnio słowa Filipa, no i jeszcze MÓJ! Tak, wszystko mu się należy, wszystko jest jego, a na jakąkolwiek prośbę słyszę NIE!
Skrajne reakcje na zakazy- ooo, tu ma się czym popisać, jego doświadczenie w tej kwestii nie wymaga dyskusji... W piątek, w święto Wszystkich Świętych, gdy zjadł już swój obiad zainteresował się gniazdkiem elektrycznym. Nie sposób było go od niego odciągnąć, ciągle tam wracał. Na meblach leżała ładowarka, dziecię sobie ją wzięło i gna do gniazdka i próbuje ją tam wsadzić. Jędrek podbiegł, zabrał mu tą ładowarkę. Filip się wkurzył (nie przesadzam- widać było tą złość wymalowaną na buźce) podbiegł do stołu, z nerwami go przechylił (skąd w nim tyle siły?!) a cały obiad Andrzeja i Marcina wylądował na podłodze! Straty- dywan upaciany buraczkami i rozbity talerz, ja w ostatniej chwili złapałam dzbanek z herbatą... Byłam w szoku, a potem zamiast się wkurzyć i solidnie wlać w dupsko (haha- żarcik), zaczęłam się śmiać. Jeszcze nigdy nie widziałam Filipa w takim stanie. Sprzątałam i zachodziłam się od śmiechu...
Rzucanie i plucie jedzeniem, rozlewanie picia- jedzeniem pluje tylko wtedy, jak już się naje. Nie przyjdzie mu do głowy, że może odmówić ostatniej łyżeczki :) po prostu ją wypluwa. Jeśli o picie chodzi to ciągle natykam się na kałuże na podłodze, mokre łóżko czy przyczepę ciężarówki, na dnie której jest wylana harbata czy soczek...
Rysowanie i malowanie po ścianach- to już opanowali wcześniej, teraz jeszcze nakleja i odkleja naklejki, przez co ściany są odrapane- musimy przeczekać z malowaniem ;)
Zainteresowanie gniazdkami- czytaj wcześniej :)
Natychmiastowa realizacja jego życzeń- ma być JUŻ. bo stoi i wyje.
Rytuały mamy już ustalone wcześniej, wszystko ma swoją godzinę i czas, ale od przestrzegania jestem ja, oni raczej nie zwracają na to uwagi :)
Raczej nie niszczy zabawek, jak już to przypadkowo ;)
Samodzielność- sam chce jeść, sam odnosi swojego pampersa do kosza i przynosi świeżego, sam chce ubierać skarpetki... Ale z tego to się cieszę ;)

Dodam jeszcze, że zdarza mu się bić Marcina. Podchodzi znienacka i go popycha... Oj, trzeba ich pilnować wtedy, bo żaden nie odpuści...
Wszedł też w okres "gdzie jest mama". Jak znikam mu z horyzontu to jest rozpaczliwy płacz, jakby ktoś go ćwiartował.

Zachowanie moich dzieci sprawiło, że na niektóre sprawy stałam się bierna- o ile nie płaczą i nie leje się krew nie interweniuję, heh. Wybrałam metodę "przeczekania". W wariatkowie znalazłabym się, gdybym się przejmowała każdym ich humorem :)

Mam nadzieję, że Filip się szybko uspokoi, bo doradzono mi ostatnio, bym, jak urodze, dała na msze w intencji ocalenia dziecka przed Filipem ;p
13:04

Grzeje...

Grzeje...
Ale upał, heh.
Filipek zasnął, a my  z Marcinkiem byliśmy na strychu bo letnie ubranka, które teraz piorę, a właściwie tylko płuczę z kurzu. Bez kremu na słońce ani rusz- my mamy swój ulubiony z Flos- leku.
Teraz do 15 posiedzimy w domku, bo na zewnątrz zbyt ciepło a potem wybywamy na lody... :)
W odniesieniu do wczorajszego posta- dziś go trochę rozwinę i wyjaśnię o co mi chodzi :)
Na obrazku mniej więcej naszkicowałam Wam rozmieszczenie mojego podwórka. Po co? Zebyście w przybliżeniu zobaczyli jak ucieka mi Filip. Jeśli wychodzimy drzwiami od strony trawki, to nie ma problemu, bo tam jest wszystko zagrodzone. Gorzej jeśli wychodzimy dołem, na piaskownicę. Wtedy Filipowi właczają się biegi... Ucieka albo do sadu, albo do sąsiadki ale najczęsciej przez grządki pod płot sąsiada, a jak bramka jest otwarta to i  na podwórko wyjdzie. Ta linia na dole to zarys drogi. Mieszkamy w takim miejscu, że samochody po drodze jeżdżą rzadko, ale jednak. Tym bardziej, że teraz sezon traktorowy. A ten czudak potrafi uciec i na drogę. Za każdym razem odwraca się i patrzy czy widzę i idę za nim. Jak się bawi to się bawi, ale jak już złapie powera to co go przyniosę, to dalej. I to biegiem. Kuchnię mam z oknem na piaskownicę i czasem cos idę zrobić na szybko, jak gotowałam. Hmmm. to znaczy chodziłam, bo teraz już nic nie zrobię. Obiad przygotowywałam na stoliku na polku, do domu chodziłam tylko gotować i myć. Teraz nawet na podwórku nic nie zrobię. Oj boże, boże.
16:33

Filipek wrócił do dawnych nawyków...

Filipek wrócił do dawnych nawyków...

22:49

Co jedzą moje dzieci...

Jędrek nie umie robić zakupów. Jak większość facetów.
Wysłałam go w sobotę do naszego wsiowego marketu. Wśród listy zakupów była jakaś wędlina. Wiadomo, że nie ma tu Bóg wie jakiego wyboru, ale tego, że przyniesie mi mielonkę turystyczną się nie spodziewałam...
Mielonka turystyczna najtańsze mięso, bo nie wiem, czy to wędliną nazwać można.
No ale co robić, jeść trzeba, tym bardziej, że niedziela za pasem i wszystko pozamykane. Zrobiłam im na śniadanie kanapki z tą mielonką. I co? Zjedli kiełbasę a chleb zostawili i jeszcze chcieli więcej...
Dziś kupiłam jakąś szynkę i na kolację zrobiłam im kanapki. I co? Chleb zjedli a kiełbasę zostawili...
Cóż, nie mają wybrednych podniebień...
11:55

Spacer

W domu latają jak porąbani a na spacerze trzeba ich nosić.
Dziś nie wzięłam spacerówki. Taka ładna pogoda, myślałam, że się wylatają i wyszaleją a tu moje ręce tylko dostały do wiwatu...
14:30

Pomoc dzieci...

Marcin jest rozpieszczony i czasem ma swoje fanaberie. Cóż- jak się urodził był oczkiem w głowie wszystkich, zaś jak się urodził Filip to wtedy każdy chciał mu wynagrodzić to, że nie jest już sam.
Co by jednak o nim nie mówić- jeśli poproszę go o jakąś drobna pomoc- to posłucha... Czasem jednak mimo najszczerszych chęci jest trochę śmiesznie :)
Dziś, gdy przebierałam Filipa zorientowałam się, że zapomniałam przynieść pampersa. Poprosiłam więc Marcina, żeby mi przyniósł. Poszedł, to myślałam, że po pieluchę. Patrzę a on mi niesie... PAMPERSA, ale zużytego.
Poszedł do łazienki, wyciągnął z kosza i przyniósł.
Dzieci i ich pomysły...


07:15

Pa banańcie...

Jak już pisałam wcześniej bolał mnie brzuch, Jędrka jeszcze  nie było z pracy, to żeby ich uspokoić puściłam im bajkę na Youtubie- Świat Ludwika, czy coś w tym stylu.
Był odcinek o owocach, i o ile wiecie co to za bajka, to też wiecie, że po przedstawieniu konkretnego przedmiotu słyszymy "Do widzenia ***". Marcin zawsze powtarzał, z tym, że zamiast do widzenia mówił "PA".
Leci sobie ta bajka i jest banan.
"To jest banan. Witaj bananie. Gdzie jest banan? Jest banan. Do widzenia bananie"
A Marcin na to "Pa banańcie"
21:09

hehehe

Wczoraj się śmiał przez sen, a dzisiaj je... wyciąga ręce, bierze coś w powietrzu, wkłada do buzi i je... Nawet połyka...
22:33

Molotem na na na

Marcin zmienił dziś słowa piosenki, heh
Dzisiaj diabły biegały samopas, bo matka pisała prezentację dla kuliżanki... Jutro jeszcze jedną musi, więc znowu dzień do bani. Teraz miałam przepisywać na kompa, bo jak zwykle bazgrałam w zeszycie, ale jakoś mi się nie chce. Tym bardziej, że jeden się śmieje w spaniu, a drugi usiadł, ściągnął skarpetki i chyba śpi dalej...
Jędrek ma drugą zmianę, jak jedzie o 12, to wraca o 23, więc na niego nie mam co liczyć.
Ble ble ble.
Dobranoc
20:23

Jak jedzą moje dzieci...

Jak jedzą moje dzieci...
Wczoraj obiecałam Wam pokazać rosół Marcinka i rosół Filipka....
Zacznijmy od mojego grubaska.
Z miseczki Filipka znika wszystko- marchewka, pietruszka, seler, por, piersi z kurczaka, kluseczki...

A rosołek Marcinka?
Cóż, rosół i kluseczki... Marchewka i kawałek pietruszki dostały się tu z przypadku


23:39

Ostatnie osiągnięcia diabłów

Ostatnie osiągnięcia diabłów
Jako, że pora późna, to przejdę od razu do rzeczy :)
A więc:

  1. Filip wychodzi po schodach na dwóch nogach, nie jak dotąd na czworaka (koszmar);
  2. Marcin zna "Aniele Boże" i modli się za całą rodzinę i pół wsi.
  3. Marcin potrafi sam dorysować kółka do bubusów, traktorów i bubumów, które rysuje mu mama, czyli ja.
  4. Filip opanował sztukę skakania, najczęściej na mnie. Teraz jest ich dwóch.
  5. Filip aktywnie uczestniczy w bajkach, typu Dora czy Diego, kiwając głową tak, lub nie.
  6. Filip rozstał się z kocykiem.
  7. Marcin wymyślił nową piosenką "Bubusie, na na na".


23:27

Żyję...

Żyję...
Skutki ogladania telewizji z ojcem.
Wyszłam na godzinkę na dół, do kuchni. Wracam i co?
-Mamo, ty żyjesz...
No to żyję :D

00:50

Farby w moim domu...

Farby w moim domu...
Mamiczka wykrakała w jednym ze swoich komentarzy, gdy pisała, że cieszy się gdy jej synek zamiast po farby sięga po kredki... Pomyślałam wtedy, że moje dzieci farby dostaną dopiero jak zobaczę taką pozycję na wyprawce do szkoły :) Dziś, tz. wczoraj, bo już wtorek :), mój misternie zaplanowany plan wziął w łeb wraz z wizytą mojej przyjaciółki z liceum... Moje chłopaki dostali od niej farbki do malowania palcami z fajnymi stempelkami. Gdy to zobaczyłam oczami wyobraźni zobaczyłam wymalowane ściany, meble, podłogi, dywany...
Najchętniej bym to od razu schowała, ale co, jak diabły zobaczyły, a że to nowe, to trzeba było otworzyć i im dać. Udało mi się tak zamanewrować, ze schowałam 6 farbek, a im dałam 2- fioletową i różową. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że ściany nie są wymalowane a na dywanie jest jedna plamka, z którą bez problemu poradził sobie Vanish. Dzieci miały zabawy na dobrą godzinę, ja wypiłam kawkę. Na koniec trzeba było umyć rączki- farbki łatwo zmywa ciepła woda z mydłem. Na koniec został ostatni test- pranie ubranek. Ciuszki są jeszcze mokre, ale obejrzałam je i również nie widzę żadnych śladów... Nie widzę więc żadnych przeciwwskazań (heh mówię jak lekarz), by dać im farbki też jutro :)




A co o farbkach pisze producent?
Maluj i stempluj a przy tym fantastycznie się baw . Zestaw składa się z 8 kolorowych i w pełni bezpiecznych farbek . Na wieczkach każdej z farbki umieszczone są wesołe pieczątki, które zapewniają dodatkową atrakcję dla małych rączek . Farbki posiadają konsystencję żelu i bez problemu zmywają się z ciała przy pomocy ciepłej wody z mydłem . Poprzez malowanie paluszkami dzieci doskonale rozwijają wyobraźnie i uczą poznawania kolorów oraz rozwijają koordynację ruchową, a także dają wiele radosci maluchom jak i rodzicom . Farbki mają wiele zastosowań między innymi idealnie nadają się do zajęć w grupie do szkół, przedszkoli, w świetlicach na zajęciach terapeutycznych. Zabawka jest przeznaczona dla dzieci powyżej +3 roku życia. Produkt posiada Europejski Certyfikat Jakości i Bezpieczeństwa CE
A to dzieło moich dzieci.....



17:44

Urodzinki

Urodzinki
Już minęły 3 lata... Jak ten czas szybko leci.
"Mam na imię Marcinek, urodziłem się 9.02.2010 r. :-) Ważyłem 3,72 kg ;-)":
Torcik był (oczywiście z molotem):
Świeczka też zdmuchnięta (nasz tata nie umie robić porządnych zdjęć :) ):
Trochę zabawy z Filipkiem:
I nasz solenizant teraz leży w łóżeczku w piżamce z młodszym braciszkiem, bo dopadła ich grypa. Nie interesują ich nawet nowe zabawki :( Jutro kierunek - lekarz :(
15:29

Sanki

Sanki
Wczoraj wybraliśmy się na sanki... I dobrze, bo dzisiaj pada i pada, niestety nie śnieg a deszcz :(
A na dodatek ta mgła... jeszcze wczoraj miałam tak piękny widok z okna...















A tu moje diablęta korzystające z uroków zimy



20:58

Picasso się nie umywa

Picasso się nie umywa
-Co to jest Marcinku?
-Leci molooot!!!
-A to?
-Molot pad.... (chwila ciszy)...do wodyy!

Moje to!!!
Nie zgadzam się na publikację moich treści i zdjęć na innych stronach bądż środkach masowego przekazu bez mojej wiedzy i zgody. Monika
Copyright © 2016 Dzięgielowska.pl , Blogger