14:08

Mała rzecz, a poprawia humor.

 Jak Wam pisałam byłam dziś w mieście. Wielkie wyjście kury domowej :)
Co prawda nie udało mi się podejść do Rossmanna, by kupić podkład po promocji, ale za to załapałam się na fryzjera.

Nie, nie było radykalnego cięcia. Po prostu drobne poprawki. Nie wiem, czy pamiętacie, ale miałam asymetryczną fryzurkę, trochę wygoloną maszynką. Jędrek zażyczył sobie, bym zapuszczała, mi też się już zresztą na krótko znudziło... Troszeczkę wyrównałam, troszeczkę wycieniowałam i wyglądam w miarę jak człowiek.

Jakiś czas temu kupiłam sobie farbę do włosów, blond. Ale nie zdecydowałam się jednak, oddałam koleżance. Ale może jakieś pasemka na święta sobie zrobię.

I tak się zastanawiam, jak taka drobna zmiana fryzury potrafi poprawić humor. Kilka ciachnięć nożyczkami i nie trzeba pożerać czekoladek, w celu wydzielenia endorfin. A jak do tego dołożyć zakupy w http://salewa.sklep-luz.pl/ to już całkiem jest świetnie!

Też tak macie?

Spodobał Ci się mój post? Bądź na bieżąco- polub nas na Facebooku

5 komentarzy:

  1. ja uwielbiam wyjścia do fryzjera i nawet najmniejsze podcięcia. Taka mała chwila dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja uwielbiam wyjścia do fryzjera, bo wręcz kocham gdy ktoś dotyka moich włosów i głowy. <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj uwielbiam wizyty u fryzjera, więc rozumiem Cię w 100%

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj zgadzam się :) jak tylko po ciąży wróciłam do swojej farby - odżyłam :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja chodzę bardzo rzadko, ale zgadzam się, to poprawia humor. Ogólnie jak się ma dobry hair day:-)to od razu lepiej.

    OdpowiedzUsuń

Moje to!!!

Nie zgadzam się na publikację moich treści i zdjęć na innych stronach bądż środkach masowego przekazu bez mojej wiedzy i zgody. Monika
Copyright © 2016 Dzięgielowska.pl , Blogger