12:00

Kochanie, to też Twoje dziecko...

Kto to jest ojciec?
Jaqkie ma obowiązki?
Spłodzic i utrzymać.
Resztą niech się matka zajmie...
Jakoś utarło się w społeczeństwie przeświadczenie, że to matka jest najważniejsza. Sądy w dalszym ciągu są bardziej matkom przychylne. Jednak coś się zmieniło.
Coraz częsciej widzimy ojców z dziećmi na spacerach, w sklepach, odprowadzających i odbierających ich z przedszkola... Coraz częściej słyszymy o partnerstwu w wychowaniu.
Bujdą jest też fakt, że ojciec zawsze będzie bardziej kochał syna, będzie dla niego wzorem, a matka- córkę.
Znam dziewczynki, które świata nie widzą poza ojcem, a chłopcy- poza mamą. To jest kwestia podejścia i więzi łączącej rodzica i dziecko.
Ale wracając do sedna sprawy.
Po co dziecko jest potrzebny ojciec?
Przede wszystkim- to najpierwszy wzorzec męskości, autorytet- zarówno dla syna, jak i córki. Dziecko patrząc na ojca, porównuje do niego każdego napotkanego człowieka.
Ojciec powinien zapewnić rodzinie bezpieczeństwo i to jest właśnie nie tylko ta kwestia utrzymania rodziny. Chodzi też o bezpieczeństwo trwałości rodziny, o to, że dziecko wychowując się  w stabilnej rodzinie wie, że zawsze będzie miało oparcie w matce i ojcu.
To od taty dziecko powinno się nauczyć pewności siebie, siły, odwagi czy odpowiedzialności.
Miłość ojcowska i matczyna różnią się, bo ojcowska stawia wymagania. Ojciec "kocha w dziecku te cechy, które wskazują, że będzie ono w przyszłości pokonywać trudności życiowe, że będzie człowiekiem mężnym, szlachetnym i prawym." (Źródło)
 Należy budować więź dziecka z ojcem, to jest bardzo ważne. Ojciec powinien rozumieć potrzeby dziecka.
Mówi się o tym, że dziecko powinno szanować rodziców. Prawda, jednak to powinno działać w obie strony. Bo dziecko przecież powinno mieć wzór.
Ojciec tez jest potrzebny też do zwykłego kopania piłki, zabawy w indian czy puszczania latawca...
Oczywiście są przypadki, że tego ojca nie ma. Bo nie chce uczestniczyć w wychowaniu. Nie można go zmusić, pewnie kiedyś będzie żałował. Może ojciec nie żyje- tu już nikogo nie możemy winić- tylko los. Czasem jest tak, że matka utrudnia te kontakty. Różnie w życiu bywa, To są jednak sporadyczne przypadki. Do czego dążę?
Ano do tego, czy matka nawet najlepsza może zastąpić ojca?
Nie i każda z nas to wie. Jednak czasem nie ma wyjścia.
Bo przecież może być autorytetem, nauczyć ważnych rzeczy, pograć w piłkę. Ale to jednak nie ojciec.  Może wtedy warto pokazać dziecku wzorzec w postaci dziadka, wujka itp?
Powiem Wam, że podziwiam kobiety  wychowujące naprawdę samotnie dzieci. Już nie patrząc na przyczyny. To, co my, kobiety, które mają faceta, bądź ten ojciec jest w pobliżu, robimy na "spółkę" z kimś, one robią same. Chcesz iść do fryzjera? Idziesz. Zostawiasz dziecko ojcu i wychodzisz. A samotna matka albo ciągnie je za sobą, albo prosi kogoś o pomoc, kombinuje. Każdej z takich kobiet powinni dać Pokojową Nagrodę Nobla, bo nie zwariowały. Są od nas bardziej zaradne, uśmiechnięte. Mają cel, misję.

A jak jest u nas?
Mamy trójkę dzieci- fakt.
Mamy trójkę chłopców- fakt.
Mąż pracuje- ja jestem w domu- fakt.
Ja tylko i wyłącznie zajmuje się dziećmi, on jedynie zarabia- bzdura.

Ja bym zwariowała już dawno. O ile w przeszłości z tą jego pomocą różnie było, to teraz nie mam Jędrkowi nic do zarzucenia.
Kiedyś podszepty pewniej osoby doprowadziły do tego, że nie chciał się zajmować Marcinem. "Bo ja zarabiam, to ty się zajmuj". Doprowadziło to do tego, że Marcin nie chciał się z tatą bawić, nawet zostać z nim na pół godziny, gdy ja do sklepu chciałam wyskoczyć. nie było tej więzi.
Dużo tu narobiła teściowa, swoim wtrącaniem. Robili drogę koło nas. Pracowali Jędrka koledzy, mieli przerwę, on chciał iść pogadać do nich. Poprosiłam, by wziął Marcina, ja się położę.
Jeszcze dobrze oczu nie zamknęłam - teściowa przynosi Marcina, sadza go na łóżku, wychodzi. Zobaczyła, że leżę, poszła wzięła mu dziecko i przyniosła.
Patologia jakaś.
Trochę się zmieniło, jak pojawił się Filip. Wtedy to trochę pomagał, ale w dalszym ciągu ja grałam pierwsze skrzypce. Musiałam to zmienić. Grałam ostro, ale było dużo do ugrania. Najprościej było w niedzielę. Szłam gotować obiad na dół, zostawiałam mu dzieci. Ile razy było tak, że on spał, a ona się dziećmi zajmowała. Wypraszałam ją z pokoju, budziłam męża, opieprzałam i szłam dalej. Tak do skutku. Udawałam chorą, zapracowaną, żeby dzieci wziął na spacer. Wysyłałam ich na kilka dni do rodziców "Bo skoro mi nie pomagasz, to szukam pomocy gdzie indziej". Zostawiałam mu dzieci i wychodziłam. Później mnie na siłę trzymali, bo po 5 minutach chciałam wracać :D
Co osiągnęłam?
W tym momencie jak tata wraca z pracy to mama idzie w odstawkę. Ale jakoś mnie to nie smuci, wręcz przeciwnie.
Śmieszy mnie, jak Jędrek kosi trawę, a oni, swoimi kosiarkami mu pomagają.
Budują namioty, wyciągają wszystkie kołdry, koce. Wkurzam się, że to muszę sprzątać, ze robią bajzel, ale to pozory, w głębi duszy cieszę się.
Nie jest mi przykro, jak oglądają w komputerze lub na TV jakieś programy o kosmosie i słyszę "Idź sobie mamo, my tutaj oglądamy kosmos".
To on kąpie starszaków, jak jest w domu.
No ale też nie jest tak, że jak jest mama to kochamy mamę, a jak jest tata- to tatę. Są też rzeczy, które robią tylko ze mną (np. ciasto), są też rzeczy które robimy razem (m.in. wspólne spacery, wycieczki).
Jeśli chodzi o Jaśka to też mi bardzo pomaga.
Nie jestem uwiązana. Jak chcę wyjść, to wychodzę. Druga sprawa, że często mi się nie chce.
Chce mi się spać- idę spać.
Udało mi się wyrobić w mężu prawidłowe postrzeganie ojcostwa. Jestem z niego dumna :D

A jak jest u Was?
Jesteś w związku z równym podziałem ról? A może to tylko Ty się zajmujesz dzieckiem, partner zarabia?
A może jesteś superwoman, samotnie wychowującą dziecko?


Spodobał Ci się mój post? Bądź na bieżąco- polub wariatów na Facebooku PODPIS

13 komentarzy:

  1. Mama robi wszystko, się jak tata przyjeżdża to mama odpoczywa od dzieci :)... Mąż zawsze mi pomagał to karmił chłopców, to budził się w nocy do nich, to kapał, wychodził ma spacery, sprzatal jak było trzeba to i prał i gotował :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podział ról musi być, inaczej sobie nie wyobrażam w dzisiejszych czasach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje dzieci są już dorosłe, ale kiedy je wychowywaliśmy, mąż brał udział, nie jakiś ogromny, ale brał. Jednak ja wspominam nie najlepiej tamten okres, bo dobrze jest, kiedy koncepcja wychowawcza obojga rodziców pokrywa się chociaż częściowo. U nas nie było tak słodko, mąż był wielbicielem dyscypliny i wychowywania poprzez krytykę. Przyniosło to taki efekt, że mimo, że szalenie dzieci kochał, to ja musiałam je zapewniać o jego miłości, bo on sam nie potrafił tego okazać. Uważał, że kupowanie rzeczy = miłość, daję więc kocham, a to nie tędy droga :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze napisane:))Ja mam dwóch synków,nikt mi nie pomaga,ani nie pomagał jak byli niemowlakami.(dziadki są,ale ja mam "nowoczesnych" dziadków...)mąż zarabia,ale podział u nas w domu musi być(inaczej ja bym zwariowała):)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Macierzyństwo nie kończy się na porodzie, a ojcostwo na poczęciu ;) czasem trzeba przypomnieć o tym drugiej połówce.

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie w tej chwili mój mąż jest z Filipem na spacerze, a ja siedzę z farbą na włosach. Ale nie zawsze było tak pięknie. To ja bałam się spuścić dziecko z oczu, ale zrozumiałam, że mi też należy się chwila oddechu, a oni potrzebują chwili tylko dla siebie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Hm.. U mnie jest tak jak zawieje..Zawsze dziecmi zajmuje się ja, mąż jak wróci z pracy i jak nie ma czegos do zrobienia to zajmie się dziecmi, ale z reguły nigdy go nie ma...

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ciekawy post, czytałam z zaciekawieniem:) Mnie to jeszcze nie dotyczy, ale uważam, że Twoje podejście jest jak najbardziej prawidłowe:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurcze my mamy jednego synka,ale ciężko żeby tata wyręczał mnie w zajmowaniu się nim. Muszę solidnie nad tym popracować

    OdpowiedzUsuń
  10. U nas jest podział ról, oboje pracujemy, więc nie może być inaczej. Pracuję jako nauczycielka, więc oczywiste jest to, że odrabiam lekcje z Juniorem i skupiam na nim całą swoją uwagę.
    Co więcej... gotuję, piorę. Mąż sprząta mieszkanie, Junior sprząta swój pokój - myślę, że ten podział jest sprawiedliwy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. wychowuję sama, czasami jest ciężko ale daję radę :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Również wychowuję dzieci sama. Mam dwóch synów, więc staję na rzęsach czasem.. Ale kiedy potrzebuję pomocy, proszę o nią, bo inaczej dawno bym zwariowała :)

    OdpowiedzUsuń

Moje to!!!

Nie zgadzam się na publikację moich treści i zdjęć na innych stronach bądż środkach masowego przekazu bez mojej wiedzy i zgody. Monika
Copyright © 2016 Dzięgielowska.pl , Blogger